Menu

Ania biega

Biegać zaczęłam przypadkiem. Z czasem bieganie stało się nieodłączną częścią mnie. Więc - biegam bo lubię. I piszę o bieganiu, bo to też lubię. Kontakt: annap@post.pl

Pierwsze koty...

beautyandb

... za płoty, jak mówi powiedzenie. Moje koty oczywiście by się obraziły. Za jakie płoty? One przecież nosa na śnieg nie wyściubiają i jak tylko przyłożę głowę do poduszki - natychmiast gdzieś koło tej poduszki się układają. A taki mruczący w ucho kot bynajmniej nie ułatwia porannego wstawania, szczególnie jak za oknem jest minus sto stopni (no dobra, tylko -15, ale co to za różnica), a śnieg sięga połowy łydki...

Co chcę przez to powiedzieć? Że może i na trening nie ma złej pogody, ale za każdym razem pierwsze uderzenie zimy jest dla mnie traumatyczne i jakoś nie mogę uwierzyć, że rok wcześniej w takich warunkach biegałam.  W ubiegłym roku pierwszy solidny mróz wygnał mnie - po trzech sezonach biegania wyłącznie w terenie - na bieżnię elektryczną. Nie było to może jakieś ekscytujace przeżycie, po 10 minutach myślałam, że umrę z nudów, ale jakoś dałam radę. Koniec końców, efekty treningowe były, a przecież o to chodzi...


W ubiegłym tygodniu też udałam się na bieżnię elektryczną, pod dach, tym razem obyło się bez umierania z nudów, bo w klubie, gdzie bywam, bieżnie są wyposażone w telewizory. Obejrzałam eliminacje skoków narciarskich, pobiegałam, zrobiłam 4x2 km w narastającym tempie od 4:34 do 4:28. Było super :) BTW, po okresie prób i błędów już wiem, że TVN 24 kompletnie nie nadaje się do drugiego zakresu. Najlepsze są seriale obyczajowe. Takie na przykład "Ranczo" genialnie się ogląda :)

 

A potem ni z tego ni z owego w sobotę wybrałam się na Bieg Mikołajkowy. W Biegu Mikołajkowym na Kabatach zazwyczaj robiłam życiówkę, którą potem do kolejnej jesieni ścigałam. Tym razem miałam z głowy. Żebym nie wiem w jakiej formie była, wiadomo było, że życiówki nie zrobię. Zatem mogłam się pławić powoli i dostojnie w śniegu - miejscami po kolana, miejscami co prawda poniżej kostki, ale za to wyślizganym w gustowne bruzdy, na których nogi rozjeżdżały mi się jak bym startowała w konkurencji najlepszy szpagat na śniegu.

 

Nie startowałam. Startowałam w konkurencji zgoła innej. Byle dobiec. Po trzech kilometrach miałam dosyć, po pięciu rozważałam zmianę dyscypliny na marsz raźnym krokiem, po ośmiu doszłam do wniosku, że skoro już jestem prawie na mecie, to może jednak spróbuję pobiec. Ostatecznie skończyłam w 57:28, zajmując zaszczytne czwarte miejsce w klasyfikacji kobiet, za co otrzymałam stosowny pucharek. A to, że pierwsze miejsce przegrałam ścigając się jak jakiś debiutant na pierwszym kilometrze, drugie - na piątym, a trzecie - na ósmym - mniejsza o to.

Większa, że śnieg śniegiem, ale na Kabatach jest prawie płasko... A za miesiąc startują moje "ukochane" falenickie górki. Czarno to widzę, oj, czarno...

Dlatego dzisiaj już odbyłam długą rozmowę z trenerem :) i... od jutra się biorę. Za siebie przede wszystkim. I za siłę.

A na razie - pierwsze koty... już poszły spać. I ja też idę, bo w końcu - rano trzeba wstać, rano to jest... tak tuż po piątej.


 


Falstart... >

< Bo w życiu trzeba mieć cel

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • wojtek.bob.bobrowski

    Oj tak, mam podobne odczucia. Jak ja mogłem biegać w tym śniegu w zeszłym roku? - taka myśl mi nachodzi, gdy wchodzę na bieżnię w wygrzanym pomieszczeniu ;-)
    Prawdą jest również, że zima jest dobrym momentem na polepszaniu siły biegowej, tylko nikt tych treningów nie lubi, bo: a) śnieg nie jest ciepły b) siła oznacza, że trzeba się zmęczyć :-) Powodzenia życzę i motywacji.

  • beautyandb

    Ha, ale ja mam też w pamieci, że latem mówiłam - latwiej biegac przy -20 niz przy +35 ;-)

© Ania biega
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci