Menu

Ania biega

Biegać zaczęłam przypadkiem. Z czasem bieganie stało się nieodłączną częścią mnie. Więc - biegam bo lubię. I piszę o bieganiu, bo to też lubię. Kontakt: annap@post.pl

Zielono na talerzu… czyli dwa super proste dania, a Ania wraca do weganowania

beautyandb

Będzie bez zdjęć niestety, bo jedno danie się trochę przysmażyło za bardzo, a drugie zjadłam zanim pomyślałam o zrobieniu zdjęcia. Z przepisów jednak szybko się zorientujecie, co tu jest grane. Bo po dłuższej przerwie Ania powoli wraca do weganowania. Nie tylko dlatego, że chce w końcu lepiej wyglądać na zdjęciach. O nie! Do tego w sumie wystarczyłoby pewnie więcej pobiegać.

To nie jest tak, że z tym mięsem jest mi jakoś strasznie źle. Źle mi było z nabiałem, bo nie przepadam. Jadłam, najchętniej ser biały, ze względu na młodego. Ale ponieważ moje spożycie odbijało się na jego buźce, to jakoś tak szybko i bezproblemowo wycofałam najpierw mleko, potem ser biały, kefir, wreszcie ser żółty, sernik (niestety!), masło i wreszcie, jako już absolutnie ostatnie, sery mozarellowe i w typie fety. Tych ostatnich trochę żal, ale bez przesady. Generalnie po różnych eksperymentach na żywym organizmie stwierdziłam jakiś czas temu, że moim problemem jest właśnie nabiał. W sumie z pewną ulgą wycofałam większość produktów nabiałowych z jadłospisu.

Inaczej trochę rzecz ma się z mięsem. Przed moim w sumie dość udanym i trwającym prawie dwa lata eksperymentem wegańskim byłam od mięsa uzależniona. Posiłek bezmięsny nie był wg moich norm posiłkiem. Właściwie byłam gotowa zakładać się, po ilu dniach przejdzie mi ochota na weganizm. Tymczasem przez dwa lata radziłam sobie nieźle i jakoś mnie nie ciągnęło do mięsa. A przy okazji czułam się z tym jakoś lepiej wewnętrznie.  

Po dwóch latach „na chwilę” wróciłam do „normalnego” jedzenia. Miała być chwila, ale jak już byłam gotowa do porzucenia zwierzęciny, okazało się, że mam pasażera na pokładzie i… nie odważyłam się. Tym bardziej, że literatury po polsku na ten temat w zasadzie nie ma. Owszem, nawet zakupiłam kiedyś  poradnik „Matka weganka i jej dziecko” czy jakoś tak. Z pierwszego rozdziału wynikało, że na diecie wegańskiej normalnym składnikiem są jajka. Cóż, wartość merytoryczna tej pozycji na pewno była wysoka. Wolałam nie sprawdzać dalej. A na lektury obce jakoś nie starczyło mi czasu i determinacji. W rezultacie „zwierzęcina” nie tylko zagościła w kuchni, ale rozpanoszyła się tam na całego. Za dużo, za często, za bardzo… Ale ja nie umiem połowicznie, u mnie jest wszystko albo nic.    

Teraz więc wracam na swoją dobrą drogę ;-) Prawie tak samo spontanicznie jak poprzednio. Tylko czas lepszy, bo idzie lato (tak, wbrew temu, co za oknem). Zielony powoli zaczyna dominować w lodówce…  

A mnie spontanicznie wymyśliły się całkiem niegłupie dwa dania. W sam raz dla biegaczy. I na dodatek – dania błyskawiczne.

Voila!

1. Makaron na zielono

Na dwie średnie porcje potrzeba:

1 cukinii

1 puszki groszku zielonego

5-6 łodyżek selera naciowego

garści pestek dyni

dwóch łyżki oleju (rzepakowy może być)

soli (różowa himalajska będzie idealna)

makaronu – ja akurat użyłam takiego: http://diet-food.pl/makaron-konjac-spaghetti.html, ale sprawdzi się też makaron ryżowy, sojowy, ale też „chow mein” z Lidla.   

Na rozgrzany olej wrzuciłam groszek, pokrojoną w półplasterki cukinię i pokrojone w niezbyt grube plastry łodygi selera. Poprószyłam to różową solą, przykryłam i poddusiłam jakieś 10-15 minut. I teraz – ten makaron konjac wystarczy przepłukać ciepłą wodą i dodać bezpośrednio na patelnię na jakieś 5 minut. Zwykły makaron trzeba ugotować i dodać do potrawy na patelnię na jakieś 3 minuty. Tuż przed makaronem dodać na patelnię garść pestek dyni. Można je podprażyć na drugiej patelni.    

Można też – dla smaku i jak ktoś lubi – przed warzywami przysmażyć na oleju dwa ząbki czosnku.

Można całość posypać posiekaną natką pietruszki – będzie bardziej zielono :) I z żelazem w bonusie.

2. Kotlety z brokuła.

Najprostsze danie pod słońcem, można zrobić na zapas i mieć  przez kilka dni obiady z głowy.

Potrzebujemy:

1 brokuła

100 g kaszy jaglanej

soli

pieprzu

ziół prowansalskich

garści otrębów owsianych

Brokuła gotujemy do miękkości. Kaszę też. Jak wystygną, ugniatamy i mieszamy je ze sobą, doprawiamy do smaku, dodajemy garść otrębów, żeby było jeszcze zdrowiej – i voila! Smażymy, gotowe. Jak ma być super zdrowo, możemy upiec. Jeżeli nie lubicie niespodzianek w kotlecie, można brokuła przemielić maszynką do mielenia. Miksowania nie polecam!

 

Uh, dawno tu o jedzeniu nie było. Zmieniamy to!

Smacznego!    

A następnym razem będą też zdjęcia.

Nie tak miało być…II Siebiega Półmaraton Kielecki >

< Żabie skoki i faza lotu

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • marekrz

    Też zaczęłam biegać! Pozdrawiam serdecznie tak jak wszystkich innych biegaczy!

© Ania biega
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci