Menu

Ania biega

Biegać zaczęłam przypadkiem. Z czasem bieganie stało się nieodłączną częścią mnie. Więc - biegam bo lubię. I piszę o bieganiu, bo to też lubię. Kontakt: annap@post.pl

Powrót marnotrawnej. #biegamdobrze

beautyandb

Tęsknicie? I tak Wam nie uwierzę ;-) Ale ja za Wami tęsknię. A może za chwilą dla siebie, kiedy mogę postukać w klawiaturę. Kiedy mogę wyjść z domu i skupić się tylko na dystansie, na czasie, na sobie. Tak, jestem egoistką. Albo – byłam. Powoli próbuję odzyskiwać dla siebie chociaż okrawki czasu, ale średnio mi to wychodzi. Po prostu Marcin… Marcin patrzy tymi niebieskimi ślepiami, mówi: „Mama, pytul” albo bardziej dosłownie: „Cyca” – i koniec. Pozamiatane.

No tak, cały czas jest małą przyssawą. I chociaż pierwsze starty ma już na koncie, pierwsze medale wiszą po domu, dzielnie nam sekunduje na zawodach, chodzi, biega, gada, ba, nawet już żartuje – przychodzą takie chwile, kiedy po prostu musi się przytulić i już. I raczej przytula się dłużej niż krócej. A ja nie mam serca wyjść, bo… wiadomo. Póki co jestem przede wszystkim mamą i nie zamierzam udowadniać, że jest inaczej. Zresztą – komu i po co? Wiadomo, kto rządzi (Marcin).    

Plany biegowe, jeżeli takie miałam, poszły… No, w każdym razie przesunęły się na drugi plan. Po niezłym początku roku, przebieganej zimie i dobrze zaczętej wiośnie, zaczęły się schody, a raczej… żłobek. Niby miało być łatwiej, ale jakoś nie bardzo. Także dlatego, że poranny czas bardzo nam się skrócił, bo do żłoba trzeba dojechać na 8.15. A to jednak parę kilometrów jest. I nie, nie da się pobiec, a potem wrócić biegiem czy jakoś tak. Żadnych kombinacji. Człowieka trzeba zawieźć autem, oddać w ręce pań, i zasuwać do roboty, odstając godzinki na przejeździe w Rembertowie. W końcu jednak opanowaliśmy i poranki, trochę się zorganizowaliśmy i już, już się wydawało, że będzie lepiej, ale…  

Wraz ze żłobem nawiedziły nas… Tak, słusznie się domyślacie. Infekcje. I to jest rozwałka na maksa. Bo najpierw niedomaga Marcin. Nie da się zamknąć drzwi i wyjść. Przynajmniej ja nie potrafię. Nie wyobrażam sobie, że syn leży z gorączką, a ja idę sobie pobiegać. No nie. No, ale. Infekcja infekcją, tydzień i zazwyczaj przechodzi. Chyba, że drugi rzut dopadnie mnie. Albo małżonka. Albo… Przez pół maja, pół czerwca i prawie cały lipiec byliśmy zainfekowani na zmiany.

Pomyślałam, ze skoro nie biegam, to chociaż mogłabym pisać. Ale nie. Bo nie potrafię jedną ręką pisać, a drugą – karmić, przytulać, wycierać nos  i tak dalej.

20506970_1579319182098799_4428535982503751344_o

Już, już myślałam, żeby w ogóle sobie dać spokój. Z bieganiem, z blogiem, z tym wszystkim.

Ale wtedy popatrzyłam w kalendarz.

I wyszło mi, że we wrześniu minie 10 lat od mojego pierwszego maratońskiego startu. Od pierwszego medalu za prawdziwe 42 km i 195 m.

Udawałam, że mnie to nie rusza. Ale rusza.

Na dodatek ekipa MW pokazała tegoroczny medal.

Na urlopie teściowa (!!!) wykopała nas na bieganie. Nie raz. Co najmniej trzy.  Szkoda by było to zaprzepaścić ;-)

 

No więc…

Będzie powoli. Możliwe, że będzie to mój najwolniejszy i najsłabszy maraton.

Ale bardzo chciałabym pobiec.

Jak zwykle od jakiegoś czasu – charytatywnie, niech to moje żółwienie się ma chociaż jakiś głębszy sens. Jak zwykle od jakiegoś czasu – wspieram Fundację Wcześniak. Mam nadzieję, że z Waszą pomocą.

Bo… pomożecie?

Wystarczy kliknąć… TU!

A ja? Ja postaram się dobiec do mety J I znowu więcej pisać. W końcu przecież Marcin też czasami sypia.

    

No to wróciłam. Oczywiście w Warszawie >

< Olśnienie by Lumene, czyli po co pojechałam na See Bloggers, cz 1. #Invisibleillumination #lumene

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • forfit

    Szykuję się na pokonanie pierwszego w życiu pełnego maratonu, wiem że nie będzie łatwo, ale lubię czytać blogi takich jak ty ludzi, czuję wtedy motywację.

© Ania biega
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci